pies-ze-schroniska

Odwiedziny przytuliska w Krobi

Moja przygoda z przytuliskiem w Krobi rozpoczęła się, gdy miałam 11 lat. Wówczas uważałam, że dużo wiem o psach – oh, jak bardzo się myliłam! Od dzieciństwa jednak kocham psy i kiedy tylko dowiedziałam się o opcji wolontariatu w przytulisku, nie zastanawiałam się długo. Przyszedł dzień, gdy wybrałam się tam po raz pierwszy. Spojrzałam w psie oczy, pełne nadziei i miłości, wtedy już wiedziałam: chcę zostać tu na dłużej.

Burzliwe początki przytuliska

Niegdyś przytulisko w Krobi nie funkcjonowało tak pięknie, jak dziś. Wyłapywanymi psami nikt się nie przejmował, nie wspominając o szukaniu im domów. Tak naprawdę nikt się nimi nie opiekował. Aż pewnego dnia, pewna kobieta o złotym sercu postanowiła odmienić los tych bezbronnych stworzeń i stworzyć im w przytulisku namiastkę domu. Od tego czasu minęło już wiele lat, a Pani Longina nadal sprawuje opiekę nad Krobskimi bezdomniakami. Pomagają jej wolontariusze, których ilość, ze względu na pandemię, niestety musiała się zmniejszyć. Wszystkie pieski w przytulisku są otaczane ogromną miłością, mają zabawki, smakołyki, a w ciepłe dni nawet basen do pochlapania się w wodzie. Jedyne, czego im brakuje, to kochających domów. Wolontariusze robią jednak wszystko, aby takie domy tym czworonogom znaleźć.

Archiwalne zdjęcie z 2013 roku – ja z uroczym Azorkiem

Schroniskowa codzienność

Na czym polega praca wolontariusza? Na wielu czynnościach – od tych mniej fajnych, jak sprzątanie kojców i zbieranie kup, po te nieco przyjemniejsze, jak spacerki, zabawa i resocjalizacja piesków. W czasach mojego wolontariatu nie posiadałam jeszcze dobrego aparatu, ale fotografia już była moją pasją, więc niemal codziennie (naprawdę!) robiłam psom zdjęcia. Nadal wszystkie fotografie trzymam na dysku przenośnym i niejednokrotnie z sentymentem oglądam te często ponad dziesięcioletnie zdjęcia.

Dlaczego przestałam być wolontariuszką? Zdecydowanie nie ze swojego wyboru. Po kilku latach czynnego wolontariatu zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem, a do tego doszła zmiana szkoły (poszłam do technikum) i dojazdy do innego miasta, rzadko wracałam do domu wcześniej niż przed siedemnastą. Obiecałam jednak, że schronisko będę odwiedzać i staram się to robić.

W 2013 roku do schroniska trafiła Molly z dwójką szczeniąt. Dostałam wówczas zgodę od rodziców na adopcję psa. Wybór był pokierowany sercem – natychmiast zakochałam się w Tosi i z niecierpliwością oczekiwałam, aż będzie na tyle duża, aby móc opuścić mamę i siostrę, żeby zamieszkać ze mną. Przesiadywałam w kojcu z Molly, Tosią i Psotką długie godziny, przytulisko stało się dla mnie wtedy drugim domem. Do dziś tęsknię za mamą i siostrą Tosi, bo bardzo się z nimi związałam, ale wiem, że obie trafiły do najlepszych domków, jakich tylko mogły.

Domy pilnie potrzebne

Mimo, iż wolontariusze wkładają w swoją pracę mnóstwo serca i miłości, przytulisko nigdy nie zastąpi tym psom prawdziwego domu. W dzisiejszym poście postanowiłam opowiedzieć wam o Gabi. Moim marzeniem jest, aby wizerunek Gabi powędrował w świat i pomógł znaleźć jej najlepszy dom pod słońcem.

Gabi to wspaniała, dorosła suczka, sięgająca do kolan. Została już raz adoptowana, jednak zwrócono ją z tej adopcji. Kompletnie nie radzi sobie ze schroniskową rzeczywistością – wiecznie siedzi w budzie i boi się wyjść. Została znaleziona razem ze swoim psim kompanem Borysem, razem z nim chętnie wychodzi na spacer. Na spacerze to psi ideał: nie ciągnie, nie szarpie, właściwie nie czuć, że na drugiej stronie smyczy jest pies. Nie ma w sobie grama agresji do ludzi i zwierząt. To istny pies-cud! Jedynym jej problemem jest nadwaga, ale w domu, gdzie miałaby zapewnione codzienne spacery, na pewno szybko by się z tym uporała. Gdybym tylko mogła, sama wzięłabym ją do domu, ale niestety limit zwierząt u mnie na aktualną chwilę się wyczerpał. Niech wieści o Gabi idą w świat! Może to właśnie ty zakochasz się w jej dużych, pięknych oczach?

Jesteśmy ich nadzieją

Bezdomne zwierzęta cierpią przez ludzi – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Wiele z nich zostało skrzywdzonych, źle potraktowanych. Również na nas LUDZIACH ciąży obowiązek, aby te krzywdy naprawić. Czworonogi w schroniskach mogą liczyć wyłącznie na “łaskę” człowieka. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, aby odmienić ich los. Jeśli nie możesz adoptować psa, jest wiele alternatyw – w wielu schroniskach istnieje opcja zostania wirtualnym opiekunem, który kupuje jedzenie, zabawki i akcesoria dla konkretnego czworonoga. Dary możesz też przywieźć osobiście do najbliższego schroniska, ale najpierw lepiej zadzwoń i zapytaj, co przydałoby się najbardziej. Istnieje również opcja zostania wolontariuszem, wyprowadzania psów na spacery i tak dalej. Możliwości jest mnóstwo! Mam nadzieję, że mi teraz częściej uda się odwiedzać Krobskie przytulisko.

Jeśli zaintrygowały Cię psiaki z przytuliska w Krobi, koniecznie odwiedź ich stronę na Facebook’u, gdzie na bieżąco ogłaszane są czworonogi poszukujące nowych domów. Odsyłam również na mojego fotograficznego Facebook’a, gdzie niebawem pojawi się więcej zdjęć piesków. Liczę na to, że regularnie uda mi się robić im sesje zdjęciowe 🙂

Posts created 11

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.