Technikum weterynaryjne oczami ucznia

Kilka lat temu, idąc do szkoły średniej, stałam przed dużym dylematem. Brakowało mi wówczas kogoś, kto by mną pokierował, wskazał plusy i minusy danej szkoły, doradził i powiedział, jak to jest naprawdę, a nie tylko na kolorowych ulotkach rozdawanych w czasie dni otwartych. W internecie nie znalazłam na temat kierunku technik weterynarii konkretnych informacji, a kto wie – gdybym wtedy wiedziała to, co wiem dziś, być może mój wybór byłby inny.

Postanowiłam zatem zawrzeć tutaj całą niezbędną wiedzę na temat technikum weterynaryjnego. Może ktoś z Was wkrótce stanie przed tym trudnym wyborem nowej szkoły, a mój post pomoże rozwiać wątpliwości.

Zaznaczam, że wszystkie informacje zawarte w tym wpisie to moje subiektywne odczucia i przede wszystkim, dotyczące mojej szkoły (nie gwarantuję, że w innych szkołach będzie identycznie). Chcę też pozostać w miarę anonimowa, dlatego nie wymienię tutaj nazwy placówki, do której uczęszczałam. 

Co w takim razie znajdziecie w tym poście?

Same praktyczne informacje – nazwy i opisy przedmiotów zawodowych, opowiem o praktykach i egzaminach, a także odpowiem na najbardziej nurtujące pytania m. in. o późniejszej pracy i studiach. A jako bonus pokażę Wam wnętrza moich zeszytów! 🙂 

Przedmioty szkolne

Zacznijmy od tego, co mnie osobiście interesowało najbardziej. Nazwy przedmiotów zawodowych, które wyszukiwałam w internecie, niewiele mi mówiły – no, bo co to jest ta analityka? Administracja weterynaryjna?
Prócz normalnych przedmiotów szkolnych, jak matematyka czy język polski, w technikum weterynaryjnym będziecie mieć ich dodatkowo… kilkanaście. W moim przypadku było to 14 w ciągu czterech lat. W różnych szkołach przedmiotów może być więcej lub mniej, bo na przykład niektóre z nich mogą być rozbite (w mojej szkole miałam jeden przedmiot chów, hodowla i inseminacja zwierząt, a w technikum mojej koleżanki był on rozbity na dwa). Na tym kierunku macie też dwa przedmioty rozszerzone – obowiązkowo jest to biologia i chemia/matematyka. Przejdźmy wreszcie do konkretów. 😉

Uwaga: celowo nie piszę, ile semestrów trwał dany przedmiot, ponieważ ja chodziłam do technikum trwającego cztery lata, a jak wiadomo, teraz trwa ono pięć, więc pewnie wiele się zmieniło.  

CHÓW, HODOWLA I INSEMINACJA ZWIERZĄT

Jeśli po przeczytaniu słowa “hodowla” pomyśleliście, że będziecie uczyć się o hodowli słodkich szczeniaczków albo kociaczków, to muszę Was zmartwić (bo ja też tak myślałam). Na naukę o zwierzętach towarzyszących przeznaczone jest zaledwie kilka godzin lekcyjnych. Reszta zajęć (zresztą nie tylko tych) dotyczy zwierząt gospodarskich. Będziecie musieli mieć w jednym palcu rasy krów, świń, kóz, owiec, królików, kur, indyków, kaczek i gęsi, a obudzeni w środku nocy recytować formułki na temat ich żywienia, rozrodu i zapewnienia dobrostanu. Chciałabym teraz napisać, że żartowałam, ale niestety nie mogę. 

Program uważa zajęczaki za zwierzęta hodowane wyłącznie na mięso, skórę i futro, dlatego nie liczcie na dobre rady o opiece nad domowymi króliczkami miniaturkami. Lepiej przygotujcie też dodatkowy zeszyt – na obliczanie płyty obornikowej, obrotu stada i zapotrzebowania na paszę. Takie pojęcia jak eksterier przestaną być obce, a rozróżnianie krowy typu mlecznego i typu mięsnego stanie się rozrywką na weekendowe wieczory. Będziecie uczyli się, jak wygląda owca rasy corriedale i kamieniecka, ale tu nie wróżę sukcesów, bo nawet wyszukując te rasy w grafice google wyświetlają się wciąż jedne i te same zdjęcia. 

Trochę Was już postraszyłam, ale spokojnie, nie jest tak źle – to był jeden z moich ulubionych przedmiotów. 🙂 Jeżeli traficie na fajnego nauczyciela (lub nauczycielkę), to zorganizuje Wam pewnie jakieś wyjazdy do gospodarstw rolnych, stadnin czy zoo, gdzie nauczycie się wielu praktycznych rzeczy. Ja osobiście byłam na wycieczkach w każdym z tych miejsc i bardzo dobrze je wspominam. 

Technikum weterynaryjne

PROWADZENIE PRODUKCJI ZWIERZĘCEJ

Ten przedmiot tyczy się wyłącznie zwierząt gospodarskich. Uczycie się na nim wszystkiego o produkcji mleka, jajek i (w mniejszym stopniu) mięsa. Generalnie bardzo przypomina chów i sporo rzeczy się powtarza, wiem też, że w wielu szkołach takiego przedmiotu w ogóle nie ma. Zyskacie na nim całkiem praktyczną wiedzę, przydatną w życiu codziennym nie tylko technikom weterynarii – na przykład o klasie jajek i tym, jak odczytywać kod na nich zawarty bez używania legendy. Będzie też o badaniu mleka, klasyfikacji mięsa i fachowym nazewnictwie poszczególnych części wnętrza jajka (nie tylko białko i żółtko!). 

ANATOMIA I FIZJOLOGIA ZWIERZĄT

My mieliśmy ten przedmiot rozdzielony na dwa – anatomię teoretyczną i praktyczną. To była rzeźnia, dosłownie i w przenośni.

Anatomię wspominam zarówno najlepiej, jak i najgorzej. Uczenie się jej było szalenie interesujące i ciekawe, dostarczyło mi mnóstwa wiedzy, ale odebrało… masę nerwów. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, iż był to najbardziej wymagający przedmiot w ciągu tych kilku lat technikum. Nie spałam po nocach, a w weekendy nie wychodziłam z domu, bo uczyłam się anatomii. Była to również kwestia nauczyciela, gdyż pan od anatomii praktycznej był bardzo wymagający, ale dzięki niemu wiele się nauczyłam. 

To, czego dowiecie się na anatomii, jest pewnie dla wszystkich dość oczywiste. Musicie umieć doskonale szkielety prawie wszystkich zwierząt towarzyszących i gospodarskich (królika również, ja musiałam podpisać jego szkielet na egzaminie zawodowym!). Uczycie się z osobna każdej kości, a później wszystkich układów z malutkimi szczegółami. Zajęcia praktyczne odbywają się w prosektorium, oglądacie tam kości i poszczególne narządy. Zwykle nie są to narządy spreparowane, zanurzone w formalinie, ale świeże, prosto z rzeźni, które możecie ciąć skalpelem – dlatego odradzam wybór tego technikum osobom wrażliwym na krew i nieprzyjemne zapachy. Ja uwielbiałam zajęcia praktyczne z anatomii. W rękawiczkach, fartuchu i ze skalpelem w dłoni możecie się poczuć jak prawdziwy lekarz weterynarii! Liźniecie też trochę łaciny, ponieważ w większości szkół na anatomii jest ona wymagana (a czasami jest nawet dla niej oddzielny przedmiot).

DZIAŁALNOŚĆ GOSPODARCZA W WETERYNARII

Przedmiot mówiący o tym, jak założyć własną lecznicę, której… pewnie jako “tylko” technicy i tak nie otworzycie. W czasie mojej edukacji wydawał mi się kompletnie niepotrzebny, ale z perspektywy czasu widzę, że sporo mi dał. Jeżeli po technikum postanowilibyście zmienić swoją profesję i otworzyć własny biznes, już trochę wiecie z czym to się je. Dużo formułek, tworzenie biznesplanu i wymyślanie haseł reklamowych dla własnej firmy. Na tym przedmiocie uczycie się też, co Wam, jako potencjalnemu pracownikowi się należy, a czego Waszemu pracodawcy nie wolno (choć wiadomo, że w praktyce różnie bywa). 

ANALITYKA WETERYNARYJNA

W końcu – czym jest ta tajemnicza analityka? To właśnie na niej nauczycie się wszystkiego, co dotyczy krwi, od składu po jej pobieranie. Będziecie robić rozmazy i oglądać je pod mikroskopem. Do odczytywania swoich wyników krwi nie będziecie już potrzebowali pomocy pielęgniarki. 😉 Na analityce uczycie się robić badanie kału i przysięgam, że to jedna z najważniejszych rzeczy, jaka przyda Wam się do pracy w lecznicy! Trombocyty i granulocyty zasadochłonne nie będą brzmiały już tak strasznie. Moja szkoła w swoim wyposażeniu posiadała łapki do pobierania “krwi” (zwykle służyła nam za nią woda) i zakładania wenflonów, dzięki nim mogłam poćwiczyć te czynności najpierw na sztucznym pacjencie. Przedmiot typowo praktyczny i medyczny. 

DIAGNOSTYKA WETERYNARYJNA

Jak nazwa wskazuje, uczycie się diagnozować – robić badanie kliniczne, stwierdzać objawy, dopasowywać je do konkretnych schorzeń. Na pamięć musicie wykuć temperaturę ciała każdego zwierzęcia. To zadania dość ważne w roli technika weterynarii, gdyż najczęściej to my mówimy weterynarzowi, jakie dostrzegliśmy na pierwszy rzut oka objawy u zwierzęcia (a jeżeli się mylimy i weterynarz musi nas poprawiać, diagnoza trwa dłużej). Żadna zmiana skórna, zaczerwienienie (lub odwrotnie – bladość) błon śluzowych, ospałość czy apatia zwierzęcia nie powinna nam umknąć, bo to może w znacznym stopniu zagrażać jego życiu. Tutaj zaznaczę jeszcze coś, czego większość osób nie związanych z weterynarią nie wie: technik nie może zdiagnozować choroby. Nie wolno podać żadnego leku zwierzęciu bez konsultacji z lekarzem weterynarii. Technik może jedynie stwierdzić objawy i przekazać je weterynarzowi, który osobiście musi je potwierdzić. 

ZABIEGI WETERYNARYJNE

Od kąpieli i obcinania pazurków po szycie ran – nauczycie się tego w teorii i praktyce. Zszywania ran oczywiście nie na żywych zwierzętach. 😉 Zabiegi weterynaryjne są przedmiotem praktycznym. Zwykle w prosektorium odbywa się wówczas niejedna sekcja zwłok, dlatego znów uczulam osoby wrażliwe – nie wybierajcie tej szkoły. Dzięki temu przedmiotowi bezbłędnie wykonacie różne rodzaje opatrunków. W moim przypadku część tych zajęć odbywała się całą grupą w zaprzyjaźnionej lecznicy dla zwierząt, gdzie mieliśmy szerszy dostęp do różnych urządzeń, np. EKG i USG.

CHOROBY I PIELĘGNACJA ZWIERZĄT

Uczycie się chorób zwierząt towarzyszących i gospodarskich. Musicie znać łacińską (w niektórych przypadkach angielską) nazwę wszystkich wirusów, bakterii i prionów wywołujących choroby, a także objawy kliniczne, zmiany anatomopatologiczne (pośmiertne), sposoby leczenia i wiele innych. Nie ma do tego przedmiotu książek (jak zresztą do większości), więc nam nauczyciele wiedzę przekazywali najczęściej w formie prezentacji multimedialnych. Spędzałam całe weekendy, przepisując kilkudziesięcio-slajdowe prezentacje do zeszytu, bo w ten sposób łatwiej mi się uczyło. Będziecie uczyli się czytać ulotki leków i obliczać dawkowania (to wcale nie jest takie proste, jakby się wydawało). Kolejny przedmiot spędzający sen z powiek, ale jednocześnie bardzo ciekawy i przydatny w życiu codziennym (choć ludzie raczej nie chorują na enzootyczną białaczkę bydła ani influenzę koni). 

PRZEPISY RUCHU DROGOWEGO 

Co to ma wspólnego z weterynarią? Uwierzcie mi, też nie wiem. 

Powtórka z nauki jazdy; musicie uczyć się, co oznaczają poszczególne znaki, a nawet… budowy silnika. Co najśmieszniejsze, przedmiot zaczął się w klasie, gdy część z nas miała już skończone osiemnaście lat i zdane prawo jazdy. Wiem, że nie we wszystkich szkołach ten przedmiot obowiązuje. Widocznie moja szkoła uznała, iż każdy technik weterynarii powinien potrafić jeździć samochodem i miała, poniekąd, rację.  

JĘZYK OBCY W WETERYNARII

Sami wybieracie, jaki to język – angielski, niemiecki czy inny, którego akurat uczą w Waszej szkole. Uczycie się na nim słówek i zwrotów stricte związanych z weterynarią. Dowiecie się nawet, jak brzmią gruczoły okołoodbytowe w obcym języku! My korzystaliśmy ze świetnej książki, w której tłumaczyliśmy nawet… części ciała kury. Luźne i ciekawe lekcje (oczywiście w dużej mierze jest to zależne od nauczyciela), szczególnie dla osób, które lubią uczyć się języków obcych. 

HIGIENA ZWIERZĄT RZEŹNYCH I MIĘSA

Znienawidzony przeze mnie przedmiot, ale niestety każdy technik weterynarii musi przez niego przebrnąć (nawet, jeśli nigdy nie ma zamiaru pracować w rzeźni). Bardzo nie lubiłam się go uczyć, ale informacje były często tak brutalne, że od razu wbijały mi się do głowy i już nie chciały z niej wyjść. Nasz nauczyciel na szczęście oszczędził nam filmików i wycieczek do rzeźni (uczniowie rzadko są tam mile widziani), ale w innych szkołach może być różnie. Przedmiot nie dla wrażliwców (co w takim razie ja tam robiłam?), ukazujący niecałą, ale przynajmniej część prawdy o procedurach w rzeźni. Uczymy się tego, jak to powinno wyglądać, ale przecież wiadomo, że życie to nie bajka… 

ADMINISTRACJA WETERYNARYJNA

Masło maślane. Ustawy, ustawy i jeszcze raz ustawy. Jeśli myślicie, że aktów prawnych muszą uczyć się tylko prawnicy, to jesteście w błędzie. Niestety, to nudny przedmiot zarówno dla uczniów, jak i nauczyciela, ale trzeba przez niego przebrnąć. Dowiecie się na nim na przykład jaka jest różnica między gabinetem, przychodnią, lecznicą, kliniką i laboratorium (a jest, i to duża!). Chociaż to przedmiot typowo weterynaryjny, o zwierzętach jest na nim naprawdę niewiele. 

KONTROLA I NADZÓR WETERYNARYJNY

Przedmiot tak rażąco podobny do poprzedniego, że prowadziłam do nich wspólny zeszyt i gdyby nie nazwa widniejąca na planie lekcji, nie odróżniałabym, na którym z nich właśnie jestem. Choć, jak sama nazwa wskazuje, tu skupiamy się jednak nieco bardziej na nadzorze, czyli zadaniach Inspekcji Weterynaryjnej. Z tych zajęć pamiętam głównie listę skrótów i ich rozwinięć, które musieliśmy umieć na pamięć, a które strasznie mi się myliły. Jeśli myślicie, że Inspekcja Weterynaryjna polega na chodzeniu po gospodarstwach i krzyczeniu na ludzi, którzy trzymają zwierzęta w złych warunkach (jak to było w jednym z popularnych polskich seriali), to niestety znów czuję się w obowiązku, aby wyprowadzić Was z błędu. Owszem, podczas inspekcji sprawdzane są warunki bytowe zwierząt, ale to nie jest tak, że można dać komuś mandat albo odebrać świnki, bo ten nie wypuszcza ich dwa razy dziennie na wybieg. Słowo “wybieg” w ogóle nie wpisuje się w pojęcie dobrostanu zwierząt gospodarskich. Masz dokładne wytyczne, ile powinna wynosić zagroda takiego zwierzęcia (uprzedzając pytania – kojce, a raczej klatki porodowe dla loch też są w porządku) i nawet, jeżeli chce Ci się płakać na widok świnek tłoczących się jedna na drugiej, to nic nie możesz z tym zrobić. Tu nie kierujesz się sercem, ale ustawą. 

Uff, dobrnęliśmy do końca przedmiotów szkolnych. Postarałam się ułożyć je mniej więcej chronologicznie, ale nie wiem, czy w tym momencie ta kolejność w ten sam sposób funkcjonuje. 

PRAKTYKI

Tutaj sprawa wygląda bardzo różnie i zależy od danej szkoły. Ja miałam praktyki przez miesiąc w trzeciej klasie, ale równocześnie w tej samej lecznicy odbywała je dziewczyna z innej szkoły, która była w klasie drugiej. 

Miejsce praktyk również jest zależne od szkoły. My odbywaliśmy je (na szczęście) tylko w lecznicach weterynaryjnych, ale znam przypadki, gdzie praktyki były inaczej rozłożone. Na przykład, oprócz dwóch tygodni praktyk w lecznicy, moja koleżanka z innej szkoły musiała odbyć kolejne dwa tygodnie praktyk w rzeźni, a jeszcze inna w stadninie koni. 

Zwykle praktyki w lecznicy uczniowie muszą załatwiać sobie sami, raczej nie słyszałam, aby gdzieś było inaczej, choć oczywiście szkoła pomoże, jeśli zajdzie taka potrzeba. Sam przebieg praktyk zależy już od weterynarza, u którego je odbywamy. Lista rzeczy, które możemy robić jako jeszcze niedoszły technik jest niewielka i często sprowadza się do mycia podłóg albo robienia kawy, ale oczywiście nie zawsze. Ja trafiłam na bardzo fajną lecznicę z której wyniosłam wiele praktycznej wiedzy. Była to lecznica dla małych zwierząt, ale ten wybór należy wyłącznie do Was, możecie zdecydować się także na praktyki w lecznicy dla zwierząt gospodarskich. Na koniec to, co większość interesuje najbardziej – ile dostaniecie za to pieniędzy? Muszę Was zasmucić, zero. Chyba, że macie znajomości albo dogadacie się z weterynarzem, ale to odosobnione przypadki. 

KWALIFIKACJE I EGZAMINY ZAWODOWE

Ja zdawałam trzy kwalifikacje, jeszcze w starej formule (załapałam się na nie jako ostatni rocznik):

R.9 Prowadzenie chowu, hodowli i inseminacji zwierząt
R.10 Wykonywanie czynności pomocniczych z zakresu usług weterynaryjnych
R.11 Wykonywanie czynności pomocniczych z zakresu realizacji zadań inspekcji weterynaryjnej 

Aktualna formuła składa się tylko z dwóch egzaminów i prezentuje w ten sposób:

RL.10 Prowadzenie chowu i inseminacji zwierząt
RL.11 Wykonywanie czynności pomocniczych w zakresie usług weterynaryjnych oraz kontroli i nadzoru weterynaryjnego 

Jak pewnie zauważyliście, w nowej formule dwa egzaminy połączono w jeden. Nie wiem, czy jest to najlepsze rozwiązanie, ale nie mnie oceniać.

Każdy egzamin składa się z części praktycznej i teoretycznej. Można to właściwie potraktować jako dwa osobne egzaminy.
W zależności od danej kwalifikacji, na części praktycznej możecie otrzymać jakieś fizyczne zadanie albo tabelki i dokumenty do wypełniania. Na moim pierwszym egzaminie praktycznym musiałam między innymi obliczyć zapotrzebowania żywnościowe na pasze u królików i wybierać rasy najodpowiedniejsze do rozrodu. Drugi egzamin był już typowo praktyczny, bo musiałam przyszykować psa (maskotkę) do badania EKG, wypełnić formularze i obliczyć dawki leków. Na trzecim z kolei wypisywałam druczki odnośnie kontroli weterynaryjnej w jakimś gospodarstwie.
Egzamin teoretyczny składa się z czterdziestu pytań zamkniętych (czyli z odpowiedziami do wyboru). Testy z poprzednich lat są dostępne w internecie, więc można je sobie trenować. Dzięki temu zdałam te egzaminy z całkiem zadowalającymi wynikami. 😉

A co potem? 

No właśnie – czy łatwo znaleźć pracę? 

To zależy, gdzie chcemy pracować. Do pracy w rzeźni, Inspekcji Weterynaryjnej czy punkcie inseminacji potrzebne są dodatkowe kursy. Z kolei w lecznicach często poszukują techników z doświadczeniem, już przyuczonych (ale gdzie mamy zyskać doświadczenie, skoro nie chcą nas przyjąć?). Zdecydowanie łatwiej znaleźć pracę w lecznicy dla zwierząt gospodarskich, a w przypadku takiej dla małych zwierząt postarać się najpierw o staż w urzędzie pracy lub bezpośrednio u lekarza weterynarii. 

Czy po technikum weterynaryjnym łatwo dostać się na studia?

To chyba najważniejsze, co chciałam przekazać Wam w tym wpisie.
Wielu osobom zdaje się, iż na studiach weterynaryjnych przychylniej patrzą na techników weterynarii, doceniając ich doświadczenie i zdobytą już wiedzę. Nic bardziej mylnego! W rekrutacji na studia nie zwracają na to najmniejszej uwagi. Nie obchodzi ich, czy jesteś już technikiem, czy może skończyłeś liceum biologiczno-chemiczne albo jakiekolwiek inne. Biorą pod uwagę maturę, czyli to, do czego w technikum nie jesteś w stanie przygotować się tak dobrze jak uczniowie liceów. Masz dodatkowo kilkanaście przedmiotów, na które musisz poświęcić mnóstwo czasu, bo od większości z nich zależy zdanie kwalifikacji. Po drugie – w liceum rozszerzony przedmiot masz nawet osiem godzin tygodniowo, w technikum maksymalnie cztery (bo resztę zajmują przedmioty zawodowe).
Moja rada: jeżeli masz aspiracje na studia weterynaryjne, idź do liceum, gdzie dobrze przygotują Cię do matury.  

Podsumowując, technikum weterynaryjne to nie jest bułka z masłem. Jeżeli nie jesteś geniuszem i nie zapamiętujesz słów zaraz po ich przeczytaniu, ale uczysz się po prostu przeciętnie, możesz zapomnieć o wieczornych wypadach ze znajomymi (czasem nawet w weekendy).
Czy drugi raz poszłabym do tej szkoły? Nie wiem. Czy ją Wam odradzam? Ależ oczywiście, że nie. Mam nadzieję, iż informacje zawarte w tym wpisie pomogą Wam dobrze zadecydować. Do końca roku szkolnego jeszcze kilka miesięcy, ale ja już teraz chciałam życzyć wszystkim absolwentom szkół podstawowych, którzy to czytają, aby wybrali najlepszą dla siebie szkołę średnią. Pamiętajcie, nie ulegajcie presji środowiska. To Wasze życie i Wasze wybory. Oby zaowocowały w przyszłości! 

Posts created 6

2 thoughts on “Technikum weterynaryjne oczami ucznia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.